Stał na Wieży Astronomicznej i obserwował bawiących się tam pierwszorocznych. Majowy wieczór przyciągnął na błonia reprezentację Ravenclawu w Quidditchu. Ogród Hogwartu ożył. Uczniowie czytali na brzegu jeziora, grali, żartowali i rozmawiali z Hagridem przed jego chatą.
Blondyn ze smutkiem obserwował ich radość. Był na szóstym roku i dostał od Czarnego Pana poważne zadanie. Nie dał rady go wykonać. Nie podołał presji Śmierciożerców. Stchórzył. Zawiódł ojca, którego szczerze podziwiał. Zawiódł matkę. Kilka miesięcy temu, na jego lewym przedramieniu pojawił się Mroczny Znak. Patrzył na niego z szacunkiem i strachem. Bał się, co go czeka, jeśli nie będzie posłuszny. Jednocześnie żałował utraty nastoletniej niewinności. Teraz musiał zabijać.
16 kwietnia 2015
Drabble. Dracon Malfoy. #HarryPotter
8 kwietnia 2015
Hermiona Granger i Harry Potter w Pokoju Życzeń. #HarryPotter
Tak, po raz kolejny dodaję one shota o nich. Znów jest Hermiona, dziś w trochę innym wydaniu. Musicie pogodzić się z faktem, że SSxHG to mój zdecydowanie ulubiony pairing. Enjoy!
___________________________________________
- Nie jesteś na tyle odważna, żeby z nim porozmawiać, bo się go boisz, jego odrzucenia. Hermiono, to niemożliwe, żeby tak mądry człowiek odrzucił tak cudowną dziewczynę. Głowa do góry! - Harry próbował nakłonić Hermionę do zmiany zdania.
- Harry, to całe zdarzenie to jedna wielka pomyłka! Nie mogę wybaczyć sobie tak wielkiego upokorzenia - załkała cicho.
Jej ręce i nogi drżały, oczy miała zapłakane, a policzki czerwone ze wstydu. Nerwy próbowała ukoić nadmiernym wygładzaniem spódniczki.
- Hermiono, nie mogło być tak źle, skoro wróciłaś rano, całkiem wypoczęta. Nie mógł potraktować cię aż tak źle. Pewnie źle odczytałaś jego znaki. To nie jest zły człowiek, on ma po prostu paskudny charakter.
Dwójka młodych Gryfonów siedziała w Pokoju Życzeń, żeby mieć pewność, że żadne z ich słów nie zostanie podsłuchane. Tam było najbezpieczniej, poza tym, pokazywać się w takim stanie, w jakim była Hermiona skutkowało pojawieniem się masy plotek. Potterowi i Granger bardzo zależało na prywatności.
- Upokorzył mnie, Harry. Nawrzeszczał na mnie i odepchnął mnie. To strasznie zabolało.
Jej głos zdradzał, jak wielkie poczucie wstydu i smutku Hermiona nosiła w sercu od kilku dni. Zawiesiła głowę i pozwoliła, by brązowe loki opadły na mokre od łez policzki. Zamknęła oczy i zakryła je dłońmi. W kilka sekund przypomniała sobie wszystko.
Miała wtedy błękitną sukienkę, upięte włosy i buty na obcasie. Wyglądała pięknie. Kilka tygodni temu, Dumbledore ogłosił informację o Balu Bożonarodzeniowym. Odbył się dwudziestego grudnia, dwa dni przed rozpoczęciem przerwy świątecznej.
Każdy kto ukończył 18 lat mógł wypić niewielką ilość alkoholu. Szklanki do Whiskey i kieliszki do likieru były zaczarowane. Nikt, kto nie ukończył 18 lat nie mógł ani nalać alkoholu, ani podnieść kryształu, w którym się znajdował. Sprytne zagranie Dumbledore'a. Więc Hermiona bawiła się cały wieczór. Piła, tańczyła i śpiewała z przyjaciółmi. Gdy opuściła Wielką Salę w głowie jej szumiło, włosy miała w nieładzie, a buty ściągnęła, bo obcasy stanowiły zbyt wielką przeszkodę. Wracając chwiejnym krokiem do Dormitorium wpadła na profesora Snape'a. Gdy ten zobaczył, w jakim jest stanie, nie krył swojego poirytowania.
- Harry, to całe zdarzenie to jedna wielka pomyłka! Nie mogę wybaczyć sobie tak wielkiego upokorzenia - załkała cicho.
Jej ręce i nogi drżały, oczy miała zapłakane, a policzki czerwone ze wstydu. Nerwy próbowała ukoić nadmiernym wygładzaniem spódniczki.
- Hermiono, nie mogło być tak źle, skoro wróciłaś rano, całkiem wypoczęta. Nie mógł potraktować cię aż tak źle. Pewnie źle odczytałaś jego znaki. To nie jest zły człowiek, on ma po prostu paskudny charakter.
Dwójka młodych Gryfonów siedziała w Pokoju Życzeń, żeby mieć pewność, że żadne z ich słów nie zostanie podsłuchane. Tam było najbezpieczniej, poza tym, pokazywać się w takim stanie, w jakim była Hermiona skutkowało pojawieniem się masy plotek. Potterowi i Granger bardzo zależało na prywatności.
- Upokorzył mnie, Harry. Nawrzeszczał na mnie i odepchnął mnie. To strasznie zabolało.
Jej głos zdradzał, jak wielkie poczucie wstydu i smutku Hermiona nosiła w sercu od kilku dni. Zawiesiła głowę i pozwoliła, by brązowe loki opadły na mokre od łez policzki. Zamknęła oczy i zakryła je dłońmi. W kilka sekund przypomniała sobie wszystko.
Miała wtedy błękitną sukienkę, upięte włosy i buty na obcasie. Wyglądała pięknie. Kilka tygodni temu, Dumbledore ogłosił informację o Balu Bożonarodzeniowym. Odbył się dwudziestego grudnia, dwa dni przed rozpoczęciem przerwy świątecznej.
Każdy kto ukończył 18 lat mógł wypić niewielką ilość alkoholu. Szklanki do Whiskey i kieliszki do likieru były zaczarowane. Nikt, kto nie ukończył 18 lat nie mógł ani nalać alkoholu, ani podnieść kryształu, w którym się znajdował. Sprytne zagranie Dumbledore'a. Więc Hermiona bawiła się cały wieczór. Piła, tańczyła i śpiewała z przyjaciółmi. Gdy opuściła Wielką Salę w głowie jej szumiło, włosy miała w nieładzie, a buty ściągnęła, bo obcasy stanowiły zbyt wielką przeszkodę. Wracając chwiejnym krokiem do Dormitorium wpadła na profesora Snape'a. Gdy ten zobaczył, w jakim jest stanie, nie krył swojego poirytowania.
- Granger, minus dziesięć punktów za nadmierne spożycie alkoholu i kolejne minus dziesięć za włóczenie się po zamku. Na deser minus pięć za brak pokory!
- Profesorze... - Hermiona zaczęła mówić, lecz straciła równowagę. Gdyby nie wysoki mężczyzna stojący obok, przewróciłaby się. - Już wracam do sypialni.
Głos miała rozbawiony, mówiła bardzo niedbale, czasem wręcz niezrozumiale. Było jej tak lekko, że miała w nosie konsekwencje, jakie ją za to czekają.
- Granger, złamałaś dziś trzy zasady, gdyby ktoś się o tym dowiedział, wyrzuciłby cię stąd. - głos Severusa był zimny, opanowany i władczy. Hermiona zachichotała.
- Widziałam, jak profesor na mnie patrzy. Podoba sie panu sukienka? - dygnęła niezgrabnie - Starałam się godnie reprezentować Gryffindor.
- I skończyłaś jak typowy Gryfon - pijana i rozbawiona, o czwartej nad ranem. Masz szczęście, że to trzecie piętro, a nie moje lochy!
- A może wolałabym twoje lochy, Severusie? - alkohol zdecydowanie dodał jej odwagi, postanowiła więc zrobić coś, czego później gorzko żałowała.
Podeszła do Severusa Snape'a i pocałowała go niezdarnie. Zaśmiała się i znów przykleiła swoje usta do jego ust. Odepchnął ją.
- Masz szlaban, Granger. Z Filchem. Przez miesiąc. Marsz do dormitorium.
Hermiona nie miała pojęcia co działo się potem, ale obudziła się w łóżku Severusa Snape'a, w jego koszuli i rozpuszczonych włosach.
- Harry, czuję się okropnie - jęknęła, tuląc się do przyjaciela. Ten głaskał ją po głowie i uspokajał, gdy bezsilnie łkała.
- Chodź, nic tu nie zdziałamy.
Chwycił ją za dłoń i wyprowadził. Pożegnali się przy jednym z filarów i każdy rozszedł się w swoją stronę. Młoda Gryfonka musiała zajść do biblioteki, czytanie zawsze sprawiało, że czuła się odrobinę lepiej. Gdy powoli szła ze spuszczoną głową, poczuła zimne palce zaciskające się na jej nadgarstku.
- Pięć punktów dla Gryffindoru, za wyjątkowo udany pocałunek, Granger.
Doskonale znała ten głos. Odwróciła się i uśmiechnęła pełna zażenowania. Przed nią, niezwykle rozbawiony, stał sam Severus Snape, który właśnie zaproponował jej piwo korzenne w jego salonie. Odmówiła jednak i stwierdziła, że wolałaby gorące kakao.
Zgodził się.
7 kwietnia 2015
Severus Snape #HarryPotter
Dziś Severus w solowej wersji.
_____________________________________________________
Był szpiegiem Dumbledore'a, Mistrzem Eliksirów, niezwyciężonym w dwulicowości Ślizgonem - nigdy nie przeszkadzała mu samotność. Zawsze czuł się komfortowo w swoim towarzystwie. Jednak przyszedł ten poranek, kiedy obudził się całkowicie zlany potem, z pulsującą skronią i rozciętym policzkiem. Powoli podniósł się z białej pościeli i poczuł charakterystyczny zawrót głowy. Westchnął głośno i cichym "accio" przywołał dzbanek z wodą. Nie bawił się w kulturalnego Snape'a - wypił prosto z kryształowego naczynia, oblewając przy tym bawełniane spodnie. Zaklął siarczyście i poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro i zmrużył oczy z niedowierzania. Jego policzek był siny i rozcięty. Zaschła krew ozdabiała jego lico od ucha do nosa.
Wziął szybki prysznic i podczas, gdy gorąca woda spływała po pełnych blizn plecach, uświadomił sobie, jak bardzo jest samotny.
Tak naprawdę, nie chodziło o posiadanie wielkiej miłości czy najlepszego przyjaciela, a o osobę, która lubiłaby go takim, jakim jest. O osobę, która czasem miałaby ochotę podać mu eliksir przeciwbólowy albo ciepły koc. Prawda była taka, że Severus starsznie marzł w nocy z powodu nawracających koszmarów. Często zrzucał z siebie pościel i spał tylko w bawełnianych spodniach. W lochach nie jest ciepło, uwierzcie na słowo.
Zjadł niewielką porcję owsianki z migdałami i postanowił sprawdzić kilka wypracowań szóstorocznych. Po przeczytaniu wypocin Pottera stwierdził, że to był duży błąd. Kilka wypracowań później porzucił ową pracę. Jego głowa wciąż pulsowała od nadmiaru Ognistej Whiskey, którą tak namiętnie się wczoraj raczył. Doskonale wiedział, o czym chciał zapomnieć, ale wciąż myślał, rozpamiętywał i analizował. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, ale nie potrafił przestać wspominać. Był wyzuty z uczuć, bezczelny, arogancki i zbyt pewny siebie. Nie miał szacunku do uczniów i nie przestrzegał zasad. Nie potrafił zrozumieć empatii i bezwarunkowej przyjaźni czy miłości. Jego charakter był paskudny, a on sam niedostępny i skryty.
Kilka tygodni temu szczerze się uśmiechnął. Nawet kilka razy zaśmiał. Zrzucił z siebie ogrom odpowiedzialności i kilka chwil poświęcił na szczere rozmowy do późna. Pił wino i nie nosił szaty, a lniane spodnie i bawełniane koszulki. Nie przejmował się włosami, które od oparów znad kociołka sprawiały wrażenie przetłuszczonych. Nie zwracał uwagi na poranione dłonie i sztywny kark, blizny na plecach i przedramionach. To wszystko, na te krótkie chwile, przestało być ważne. Nie spał kilka nocy, wolił na nią patrzeć, słuchać jej, dyskutować o historii i nauce i pić wytrawne wino przed kominkiem. Odsypiał na kanapie, żeby ona mogła wygodnie przespać poranek. On jej nie kochał, bo Severus Snape jest niezdolny do miłości. Tak przynajmniej twierdził. Ona była innego zdania. Nie umiał wypędzić z myśli obrazu Gryfonki, która w jego białej koszuli i roztrzepanych włosach siedziała na fotelu zwinięta w kłębek i trzymała w dłoni lampkę wina. Obok leżała jej różdżka i kilka otwartych ksiąg.
- Nie uważasz, że to wszystko jest bardzo zabawne? - zaczęła nieśmiało
- Co masz na myśli? - głos miał nieco rozbawiony. Upił łyk wina i zaczął bawić się kieliszkiem.
- Dziś pijemy wino i rozmawiamy przy kominku, a za kilka dni będziesz mówił do mnie po nazwisku i warczał, kiedy na twojej lekcji będę niecierpliwie trzymać dłoń w górze.
- Spodziewałaś się czegoś więcej po wrednym Ślizgonie po trzydziestce? - wciąż bawił się kieliszkiem, nie uniósł głowy nawet wtedy, kiedy stukła kieliszek.
- Na pewno nie tego, że będzie częstował Gryfonkę winem. - starała sie, aby jej głos był opanowany i chyba jej się udało, bo w końcu na nią spojrzał.
- Granger, nie przesadzaj. Zawsze mogę cię stąd wyrzucić. - odłożył kieliszek na dzielący ich fotele stolik.
- Snape, nie chcesz, żebym wychodziła. - wstała i podeszła do jego fotela. Nachyliła się, oparła dłoń o jego ramię i szepnęła do ucha "Severusie, pozwól, że się poczęstuje". Bezceremonialnie chwyciła jego wino i usiadła na oparciu fotela Mistrza Eliksirów.
- Granger, nie pogrywaj sobie ze mną i oddaj moje wino. - zabrał jej kieliszek i wypił resztę trunku. Wstając, zupełnie niechcący, zachaczył o jej koszulę.
Tak, ona była jedyną osobą, która na zaczepkę odpowiadała zaczepką. Jedyną, która dała mu taki ogrom szczęścia przez kilka dni.
I jedną z wielu, której nie pozwolił zostać.
_____________________________________________________
Był szpiegiem Dumbledore'a, Mistrzem Eliksirów, niezwyciężonym w dwulicowości Ślizgonem - nigdy nie przeszkadzała mu samotność. Zawsze czuł się komfortowo w swoim towarzystwie. Jednak przyszedł ten poranek, kiedy obudził się całkowicie zlany potem, z pulsującą skronią i rozciętym policzkiem. Powoli podniósł się z białej pościeli i poczuł charakterystyczny zawrót głowy. Westchnął głośno i cichym "accio" przywołał dzbanek z wodą. Nie bawił się w kulturalnego Snape'a - wypił prosto z kryształowego naczynia, oblewając przy tym bawełniane spodnie. Zaklął siarczyście i poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro i zmrużył oczy z niedowierzania. Jego policzek był siny i rozcięty. Zaschła krew ozdabiała jego lico od ucha do nosa.
Wziął szybki prysznic i podczas, gdy gorąca woda spływała po pełnych blizn plecach, uświadomił sobie, jak bardzo jest samotny.
Tak naprawdę, nie chodziło o posiadanie wielkiej miłości czy najlepszego przyjaciela, a o osobę, która lubiłaby go takim, jakim jest. O osobę, która czasem miałaby ochotę podać mu eliksir przeciwbólowy albo ciepły koc. Prawda była taka, że Severus starsznie marzł w nocy z powodu nawracających koszmarów. Często zrzucał z siebie pościel i spał tylko w bawełnianych spodniach. W lochach nie jest ciepło, uwierzcie na słowo.
Zjadł niewielką porcję owsianki z migdałami i postanowił sprawdzić kilka wypracowań szóstorocznych. Po przeczytaniu wypocin Pottera stwierdził, że to był duży błąd. Kilka wypracowań później porzucił ową pracę. Jego głowa wciąż pulsowała od nadmiaru Ognistej Whiskey, którą tak namiętnie się wczoraj raczył. Doskonale wiedział, o czym chciał zapomnieć, ale wciąż myślał, rozpamiętywał i analizował. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, ale nie potrafił przestać wspominać. Był wyzuty z uczuć, bezczelny, arogancki i zbyt pewny siebie. Nie miał szacunku do uczniów i nie przestrzegał zasad. Nie potrafił zrozumieć empatii i bezwarunkowej przyjaźni czy miłości. Jego charakter był paskudny, a on sam niedostępny i skryty.
Kilka tygodni temu szczerze się uśmiechnął. Nawet kilka razy zaśmiał. Zrzucił z siebie ogrom odpowiedzialności i kilka chwil poświęcił na szczere rozmowy do późna. Pił wino i nie nosił szaty, a lniane spodnie i bawełniane koszulki. Nie przejmował się włosami, które od oparów znad kociołka sprawiały wrażenie przetłuszczonych. Nie zwracał uwagi na poranione dłonie i sztywny kark, blizny na plecach i przedramionach. To wszystko, na te krótkie chwile, przestało być ważne. Nie spał kilka nocy, wolił na nią patrzeć, słuchać jej, dyskutować o historii i nauce i pić wytrawne wino przed kominkiem. Odsypiał na kanapie, żeby ona mogła wygodnie przespać poranek. On jej nie kochał, bo Severus Snape jest niezdolny do miłości. Tak przynajmniej twierdził. Ona była innego zdania. Nie umiał wypędzić z myśli obrazu Gryfonki, która w jego białej koszuli i roztrzepanych włosach siedziała na fotelu zwinięta w kłębek i trzymała w dłoni lampkę wina. Obok leżała jej różdżka i kilka otwartych ksiąg.
- Nie uważasz, że to wszystko jest bardzo zabawne? - zaczęła nieśmiało
- Co masz na myśli? - głos miał nieco rozbawiony. Upił łyk wina i zaczął bawić się kieliszkiem.
- Dziś pijemy wino i rozmawiamy przy kominku, a za kilka dni będziesz mówił do mnie po nazwisku i warczał, kiedy na twojej lekcji będę niecierpliwie trzymać dłoń w górze.
- Spodziewałaś się czegoś więcej po wrednym Ślizgonie po trzydziestce? - wciąż bawił się kieliszkiem, nie uniósł głowy nawet wtedy, kiedy stukła kieliszek.
- Na pewno nie tego, że będzie częstował Gryfonkę winem. - starała sie, aby jej głos był opanowany i chyba jej się udało, bo w końcu na nią spojrzał.
- Granger, nie przesadzaj. Zawsze mogę cię stąd wyrzucić. - odłożył kieliszek na dzielący ich fotele stolik.
- Snape, nie chcesz, żebym wychodziła. - wstała i podeszła do jego fotela. Nachyliła się, oparła dłoń o jego ramię i szepnęła do ucha "Severusie, pozwól, że się poczęstuje". Bezceremonialnie chwyciła jego wino i usiadła na oparciu fotela Mistrza Eliksirów.
- Granger, nie pogrywaj sobie ze mną i oddaj moje wino. - zabrał jej kieliszek i wypił resztę trunku. Wstając, zupełnie niechcący, zachaczył o jej koszulę.
Tak, ona była jedyną osobą, która na zaczepkę odpowiadała zaczepką. Jedyną, która dała mu taki ogrom szczęścia przez kilka dni.
I jedną z wielu, której nie pozwolił zostać.
6 kwietnia 2015
Severus Snape i Hermiona Granger #HarryPotter
Wracam po kilkunastotygodniowej przerwie! Przynoszę wam kolejną opowiastkę z Severusem i Granger w roli głównej. Niecierpliwie czekam na każdą szczerą opinię! :)
___________________________
Minerva poprosiła Ronalda, aby ten poprosił do niej Hermionę. Przejęty rudzielec natychmiast pobiegł do Dormitorium i poprosił pannę Granger do gabinetu Opiekunki Domu. Sam został w ciepłym, owalnym pokoju, otulony słodkim zapachem karmelu i gwarem trzeciorocznych grających w szachy. Młoda Gryfonka żwawym krokiem przeszła przez siedem pięter, aż do skromnego, aczkolwiek eleganckiego gabinetu profesor McGonagall. Droga zajęła jej kilkanaście minut i przez ten czas próbowała się skupić, oczyścić umysł ze złych myśli. Niestety, na próżno.
W pewnym momencie wpadła na coś twardego i wysokiego. Uderzyła głową o kamienną posadzkę, ale nie straciła przytomności. Przed oczami zamigotało jej światło, w uszach usłyszała świst i nagle znalazła sie w pozycji siedzącej.
- Granger, przestań myśleć na chwilę o książkach i skup się na chodzeniu. Skoro dwie czynności to za dużo, z jednej rezygnuj.
- Severu... Profesorze, przepraszam. To był wypadek, śpiesze się, bo wezwała mnie profesor McGonagall.
- Wiem. Prosiła, aby odwołać wasze spotkanie. Ma do załatwienia ważną sprawę. - Jego głos był zimny, opanowany i nie zdradzał żadnych emocji.
- Dziękuję za informacje, wrócę już do sie... - przerwała, kiedy profesor Snape złapał ją za nadgarstek i podciągnął do góry. Nie zdawała sobie sprawy, że kiedy ona siedziała, on kucał przed nią. - do siebie. - dokończyła cicho.
Odwróciła się i powolnym krokiem, sunąc dłonią po ścianach, skierowała się ku schodom. W głowie jej szumiało, a obraz był niewyraźny. Czuła jego wzrok na starannie wyprasowanej koszuli opinającej się na jej plecach i talii. Nie odważyła się odwrócić.
- Hermiono... - jego głos na moment się załamał. Na ułamek sekundy stał się ciepły, pełen tęsknoty i smutku.
- Profesorze Snape, jest już późno, chcę wrócić do Dormitorium
- Minus dziesięć punktów za zakłócanie porządku! - Głos Mistrza Eliksirów znów był wyzuty z uczuć
- Minus dziesięć dla Slytherinu za złamanie obietnicy, Severusie. - Hermiona spuściła głowę, poprawiła niesforny kosmyk brązowych loków i zaczęła wspinać się po kolejnych stopniach schodów.
Nie spojrzała więcej na niego. Nie chciała patrzeć w te przerażająco piękne oczy.
___________________________
Minerva poprosiła Ronalda, aby ten poprosił do niej Hermionę. Przejęty rudzielec natychmiast pobiegł do Dormitorium i poprosił pannę Granger do gabinetu Opiekunki Domu. Sam został w ciepłym, owalnym pokoju, otulony słodkim zapachem karmelu i gwarem trzeciorocznych grających w szachy. Młoda Gryfonka żwawym krokiem przeszła przez siedem pięter, aż do skromnego, aczkolwiek eleganckiego gabinetu profesor McGonagall. Droga zajęła jej kilkanaście minut i przez ten czas próbowała się skupić, oczyścić umysł ze złych myśli. Niestety, na próżno.
W pewnym momencie wpadła na coś twardego i wysokiego. Uderzyła głową o kamienną posadzkę, ale nie straciła przytomności. Przed oczami zamigotało jej światło, w uszach usłyszała świst i nagle znalazła sie w pozycji siedzącej.
- Granger, przestań myśleć na chwilę o książkach i skup się na chodzeniu. Skoro dwie czynności to za dużo, z jednej rezygnuj.
- Severu... Profesorze, przepraszam. To był wypadek, śpiesze się, bo wezwała mnie profesor McGonagall.
- Wiem. Prosiła, aby odwołać wasze spotkanie. Ma do załatwienia ważną sprawę. - Jego głos był zimny, opanowany i nie zdradzał żadnych emocji.
- Dziękuję za informacje, wrócę już do sie... - przerwała, kiedy profesor Snape złapał ją za nadgarstek i podciągnął do góry. Nie zdawała sobie sprawy, że kiedy ona siedziała, on kucał przed nią. - do siebie. - dokończyła cicho.
Odwróciła się i powolnym krokiem, sunąc dłonią po ścianach, skierowała się ku schodom. W głowie jej szumiało, a obraz był niewyraźny. Czuła jego wzrok na starannie wyprasowanej koszuli opinającej się na jej plecach i talii. Nie odważyła się odwrócić.
- Hermiono... - jego głos na moment się załamał. Na ułamek sekundy stał się ciepły, pełen tęsknoty i smutku.
- Profesorze Snape, jest już późno, chcę wrócić do Dormitorium
- Minus dziesięć punktów za zakłócanie porządku! - Głos Mistrza Eliksirów znów był wyzuty z uczuć
- Minus dziesięć dla Slytherinu za złamanie obietnicy, Severusie. - Hermiona spuściła głowę, poprawiła niesforny kosmyk brązowych loków i zaczęła wspinać się po kolejnych stopniach schodów.
Nie spojrzała więcej na niego. Nie chciała patrzeć w te przerażająco piękne oczy.
16 września 2014
Severus Snape #HarryPotter
miniaturka odnaleziona w czeluściach komputera - data produkcji to okolice maja 2013 :)
_____________________________
_____________________________
Severus Snape znów miał problemy ze
snem. Tym razem jednak nie chciał korzystać z żadnego eliksiru, herbatki czy
nalewki. Postanowił więc iść tam, gdzie myśli spadają w dół i roztrzaskują się
o błonia. Tak, Wieża Astronomiczna. Było chłodno, a niebo rozświetlone
milionami gwiazd pięknie komponowało z pełnią księżyca. W taką noc jak ta, w
Zakazanym Lesie działy się rzeczy dziwne i przerażające. Mężczyzna opierał się
splecionymi dłońmi o kamienną ścianę zewnętrzną i obserwował błonia, jezioro.
Wszystko wydawało się tak bardzo spokojne. Zerknął w kierunku chaty Hagrida -
paliło się światło, co było dość dziwne, choćby dlatego, że pół-olbrzym
zwykł chodzić spać dość szybko, a Severus wyszedł ze swojej komnaty grubo po
północy. Nagle ciszę rozdarł pisk. Niesamowicie wysoki, krótki pisk, ledwo
słyszalny z takiej odległości, ale Mistrz Eliksirów wzrok i słuch miał
nienaganne. Rozdrażniony faktem, że zawsze się coś dzieje, gdy on jest w
pobliżu, zszedł, bardzo niechętnie z resztą, z Wieży Astronomicznej i skierował
się na błonia. Tam nie było ani jednej żywej duszy, co z resztą jeszcze
bardziej rozzłościło mężczyznę. Już miał wracać, gdy znów usłyszał pisk - tym
razem cichszy i krótszy niż poprzednio. Kilak sekund później jego wzrok padł na
przemieszczającą się sylwetkę kobiety, która niosąc coś w ręku, skradała się
brzegiem jeziora.
20 sierpnia 2014
Severus Snape i Hermiona Granger. #HarryPotter
dziś zupełnie inaczej - krótko i, mam nadzieję, zabawnie. :) przedstawiam Wam mój ulubiony pairing - Severus Snape i Hermiona Granger.
___________________________
- Hermiono, do jasnej cholery, co ty tam robisz tyle czasu?
- Snape, przestań warczeć. Czekaj cierpliwie.
Hermiona trzy dni temu skończyła, oficjalnie, Hogwart. Miała 19 lat, więc była starsza niż wszyscy siedmioroczni. Dlatego właśnie profesor McGonagall pozwoliła jej mieszkać w komnatach Severusa w roku szkolnym. Jako jedyna ze Złotego Trio wróciła dokończyć siódmy rok w Hogwarcie - mimo że miała zapewnioną pracę w Ministerstwie. Uczyła się pilnie, ale po skończeniu Hogwartu musiała go opuścić - nie chciała całego życia spędzić w lochach. Severus trochę się bronił, ale po kilku dniach namawiania, zgodził się na przeprowadzkę. Jedynym jego warunkiem była okolica nie skażona obecnością Pottera i Weasley'a. Kominek z siecią Fiuu był oczywistością, nie musiał tego nawet żądać.
- Kobieto, szału już dostaję! Siedzisz w tym pokoju ponad dwie godziny!
- Pakuję nas, niecierpliwy nietoperzu. Trochę szacunku i cierpliwości!
- To głupie zaklęcie pakujące, powinno ci zająć góra dwadzieścia minut!
- Nie mów hop, nawet nie wiesz ile czasu trwa zabezpieczanie wszystkich fiolek z eliksirami i składników potrzebnych do ich warzenia!
Na te słowa Severus Snape zgrabnym "alohomora!" otworzył drzwi i wtargnął do pokoju, w którym znajdowała się Hermiona. Nie zobaczył jednak wielkiego bałaganu, którego się spodziewał, i porozrzucanych fiolek, które gryfonka próbowała naprawić. Jego czarnym oczom ukazała się torba szkolna stojąca na środku wielkiego pokoju. Wszystkie meble znikły, a ściany były białe i czyste, jakby świeżo malowane.
- No, spakowani! - Hermiona wypięła dumnie pierś i uśmiechnęła się szeroko.
- Gdzie są moje meble, Granger? - warknął cicho Mistrz Eliksirów.
- Tu - powiedziała rozbawiona Hermiona wskazując na torbę.
Severus nie do końca wierzył, że Panna Wiem-To-Wszystko zdołała stworzyć i zastosować tak złożone zaklęcie. A jednak, udało sie. Snape po raz kolejny nie docenił umiejętności swojej ukochanej.
Nowe mieszkanie było całkiem spore - łazienka, kuchnia, dwie sypialnie, salon i gabinet połączony z laboratorium. Kilka ruchów różdżki i wszystkie spakowane meble oraz akcesoria znalazły się na swoim miejscu. Jednak jedna sypialnia została pusta - Gryfonka uznała, że umebluje ją z Severusem wspólnie, całkowicie inaczej.
- Granger, nie pozwolę na czerwone ściany!
- Snape, nie dam zgody na ślizgońskie kolory, nigdy w życiu!
Kłocili się dość długo, każdy z nich miał odpowiednie argumenty, a gdy te nie przemawiały, rzucali w siebie niegroźnymi zaklęciami dla rozładowania atmosfery.
- Brąz - zaproponował Severus po kilkunastuminutowej ciszy.
- Beż - odpowiedziała cicho Hermiona.
- Jasny brąz - nalegał Mistrz Eliksirów.
- Zgadzam się.
W tym momencie wszystkie cztery, wysokie ściany pokryły się jasnobrązowym kolorem. Czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się lekko, a niewysoka Gryfonka podeszła do niego i wtuliła się mocno w jego pierś.
- Pięknie jest - szepnęła cicho.
- Ciesz oczy póki możesz, wybór łóżka będzie należał do mnie.
- Nienawidzę cie po stokroć, Snape.
- W łóżku krzyczysz coś innego - mruknął nonszalancko, podnosząc zadziornie brew.
Hermiona Granger wywróciła oczami i uśmiechnęła się szeroko.
___________________________
- Hermiono, do jasnej cholery, co ty tam robisz tyle czasu?
- Snape, przestań warczeć. Czekaj cierpliwie.
Hermiona trzy dni temu skończyła, oficjalnie, Hogwart. Miała 19 lat, więc była starsza niż wszyscy siedmioroczni. Dlatego właśnie profesor McGonagall pozwoliła jej mieszkać w komnatach Severusa w roku szkolnym. Jako jedyna ze Złotego Trio wróciła dokończyć siódmy rok w Hogwarcie - mimo że miała zapewnioną pracę w Ministerstwie. Uczyła się pilnie, ale po skończeniu Hogwartu musiała go opuścić - nie chciała całego życia spędzić w lochach. Severus trochę się bronił, ale po kilku dniach namawiania, zgodził się na przeprowadzkę. Jedynym jego warunkiem była okolica nie skażona obecnością Pottera i Weasley'a. Kominek z siecią Fiuu był oczywistością, nie musiał tego nawet żądać.
- Kobieto, szału już dostaję! Siedzisz w tym pokoju ponad dwie godziny!
- Pakuję nas, niecierpliwy nietoperzu. Trochę szacunku i cierpliwości!
- To głupie zaklęcie pakujące, powinno ci zająć góra dwadzieścia minut!
- Nie mów hop, nawet nie wiesz ile czasu trwa zabezpieczanie wszystkich fiolek z eliksirami i składników potrzebnych do ich warzenia!
Na te słowa Severus Snape zgrabnym "alohomora!" otworzył drzwi i wtargnął do pokoju, w którym znajdowała się Hermiona. Nie zobaczył jednak wielkiego bałaganu, którego się spodziewał, i porozrzucanych fiolek, które gryfonka próbowała naprawić. Jego czarnym oczom ukazała się torba szkolna stojąca na środku wielkiego pokoju. Wszystkie meble znikły, a ściany były białe i czyste, jakby świeżo malowane.
- No, spakowani! - Hermiona wypięła dumnie pierś i uśmiechnęła się szeroko.
- Gdzie są moje meble, Granger? - warknął cicho Mistrz Eliksirów.
- Tu - powiedziała rozbawiona Hermiona wskazując na torbę.
Severus nie do końca wierzył, że Panna Wiem-To-Wszystko zdołała stworzyć i zastosować tak złożone zaklęcie. A jednak, udało sie. Snape po raz kolejny nie docenił umiejętności swojej ukochanej.
Nowe mieszkanie było całkiem spore - łazienka, kuchnia, dwie sypialnie, salon i gabinet połączony z laboratorium. Kilka ruchów różdżki i wszystkie spakowane meble oraz akcesoria znalazły się na swoim miejscu. Jednak jedna sypialnia została pusta - Gryfonka uznała, że umebluje ją z Severusem wspólnie, całkowicie inaczej.
- Granger, nie pozwolę na czerwone ściany!
- Snape, nie dam zgody na ślizgońskie kolory, nigdy w życiu!
Kłocili się dość długo, każdy z nich miał odpowiednie argumenty, a gdy te nie przemawiały, rzucali w siebie niegroźnymi zaklęciami dla rozładowania atmosfery.
- Brąz - zaproponował Severus po kilkunastuminutowej ciszy.
- Beż - odpowiedziała cicho Hermiona.
- Jasny brąz - nalegał Mistrz Eliksirów.
- Zgadzam się.
W tym momencie wszystkie cztery, wysokie ściany pokryły się jasnobrązowym kolorem. Czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się lekko, a niewysoka Gryfonka podeszła do niego i wtuliła się mocno w jego pierś.
- Pięknie jest - szepnęła cicho.
- Ciesz oczy póki możesz, wybór łóżka będzie należał do mnie.
- Nienawidzę cie po stokroć, Snape.
- W łóżku krzyczysz coś innego - mruknął nonszalancko, podnosząc zadziornie brew.
Hermiona Granger wywróciła oczami i uśmiechnęła się szeroko.
1 sierpnia 2014
Ron i Zwierciadło Ain Eingarp #HarryPotter
pieprzyć kanon, mój Ron jest trochę inny. zapraszam do KONSTRUKTYWNEJ I UZASADNIONEJ krytyki.
______________________________________________________________________
Każdy wiedział, że Weasley'ów było dużo. Każdy się śmiał, bo jak rudy to Weasley. Ron Weasley? A to kolejna ofiara z Gryffindoru. Używane szaty i stare ksiażki. Nic, czym można by było się pochwalić.
I właśnie ten sam, rudy, wysoki, chudy chłopak z piegami siedział teraz przed zwierciadłem Ain Eingarp. I płakał jak małe dziecko, chowając w dłoniach pociągłą twarz. Znów zobaczył w lustrze to samo. Jego dumną postawę, gdy odbierał nagrodę dla najlepszego obrońcy w sezonie w Qudditcha. Po raz kolejny ujrzał, jak Hermiona rzuca mu się na szyję, a bracia byli pełni podziwu dla jego osiągnięć. I jego własne pragnienia go przytłaczały, sprawiały, że miał ochotę uciec od tego wszystkiego. Od Hogwartu, od rodziny, od znajomych, od nazwiska, od tego nieszczęsnego Potter'a od ktorego się zaczęło. Ronald Weasley ponad wszystko chciał uwagi - pragnął, aby ktoś go zauważył, pochwalił, zobaczył w nim coś wyjątkowego. Tak desperacko tego pragnął, że przychodził w to miejsce tylko po to, żeby przez chwilę się uśmiechnąć. Nie obchodził go fakt, że chwilę radości przepłacał gorzkim szlochem, żalem i smutkiem, który siadał mu za uszami i ciagnął głowę w dół. Spędzał tu godziny, czasem całe dnie i noce. Zaczął się jeszcze gorzej uczyć, Hermiona i Harry zaczęli być wobec niego podejrzliwi - ciagle gdzieś znikał. Fred i George stwierdzili, że ich mały, uroczy braciszek sobie kogoś znalazł i chodzi na romantyczne schadzki. Oh, jakby było miło, gdyby ich słowa były prawdziwe! Niestety, to tylko głupie paplanie szalonych bliźniaków.
Ron wstał, otrzepał za krótkie spodnie, naciągnął mocniej sweter. Dotknął policzków - wyschły, ale skóra stała się napięta, pewnie też czerwona. Odetchnął głęboko i rozmasował kark. Czas wracać.
- Ron, co się dzieje? - zapytała Hermiona, która zamknęła książkę dokładnie w momencie, gdy stopa Ronalda przestąpiła przez obraz.
- Nic, włóczyłem się tylko.
- Nie kłam, szukałam cię. Harry też. Nie było cię na błoniach, w bibliotece, u Hagrida ani na boisku, nie siedziałeś w lochach ani w żadnej łazience, posprawdzaliśmy też sypialnie - nie było cię nigdzie. - jej głos był cichy, lekko zachrypnięty, jakby dopiero co wstała z łóżka. - Martwimy się Ron, jesteś naszym przyjacielem i widocznie trapi cię coś, o czym nie chcesz nam powiedzieć. Harry uważa, że ukrywasz coś ważnego. Ja sądzę, że po prostu się boisz, wstydzisz albo to coś rodzinnego.
- Hermiona, nie chcę o tym gadać. To nic ważnego - powiedział, ale skłamał. Chciał o tym porozmawiać, chciał jej powiedzieć wszystko, co leży mu na sercu, wszystko, co go trapi, smuci i złości.
Hermiona podeszła do niego i złapała za nagrastek. Zaprowadziła przed kominek i kazała usiąść na fotelu. Ona usadowiła się na kanapie. Ogień wesoło trzaskał, było ciepło i cicho - w dormitorium siedzieli już tylko oni. Było późno w nocy, wszyscy spali.
- Ron, mogę ci jakoś pomóc? - jej oczy były pełne troski, a uśmiech gdzieś znikł. Ron był w za krótkich spodniach i naciąganym swetrze, za to Hermiona miała na nogach za długie spodnie, wełniane skarpetki i luźną koszulkę. Nie była gruba, ale w niektórych miejscach jej krągłości widocznie się odznaczały.
- Hermiona, naprawdę doceniam to, że się o mnie martwicie, ale naprawdę nic się nie dzieje.
- Chodzi o Harry'ego, co? - zapytała wyraźnie po kilku minutach ciężkiej ciszy.
- Tak, chodzi o naszego sławnego bohatera - powiedział trochę za głośno, bo Hermiona przyłożyła palec do ust. - Tak, chodzi o naszej super fajnego pana Pottera, Wybrańca, o idealnego Gryfona, zdolnego szukająego, łamacza kobiecych serc. Tak, chodzi własnie o niego. Mam dość życia w cieniu sławy. Rozumiesz? Dość. Ja jestem tylko ten rudy przygłup co się plącze po nogach tej Mądrej i temu z blizną. Nie chcę być zwykłym Weasley'em. - westchnął i schował twarz w dłonie - już po raz kolejny. Powiedział to, nareszcie to powiedział. Mina Hermiony zdawała się mówić, że właśnie tego oczekiwała niewysoka Gryfonka.
- Nie jesteś tylko Weasley'em, Ron. Jesteś naszym przyjacielem, Lavender za tobą szaleje i całkiem dobrze grasz w Qudditcha. To wszystko się liczy - powiedziała naprawdę cicho, twarz mianą skierowaną do ognia a łokcie opierała na kolanach. Zamknęła oczy i wzięła głębokki oddech. - Ron, nie czuj się gorszy, bo Harry jest rozpoznawalny. Pomagasz nam w szukaniu Horkruksów, jesteś naprawdę pomocny i potrzebny.
- Ale dla was. A ja chcę być lubiany w całym Hogwarcie. Mam już dość wyśmiewania, Hermiona. Naprawdę dość. To nie moja wina, że nie stać nas na nowe szaty i książki dla mnie i Ginny. Naprawdę, to nie nasza wina. Ale rodzice się starają. - Ron mówił spokojnym, opanowanym głosem, jednak jego głowa zwisała bezwładnie na karku.
Hermiona podeszła do przyjaciela i usiadła na oparła się o fotel, na którym siedział. Położyła mu jasną dłoń na ramieniu i stała tak chwilę. Nie wiedziała, czego on chce, czego od niej oczekuje. Chciała mu pokazać, tym prostym gestem, że może na nią liczyć.
- Ron?
- Co?
- Idź już spać. Jutro pogadamy z Harrym, co ty na to?
- Nie, dzięki.
Bez słowa wyszedł, zostawił dziewczynę samą, w pustym, ciepłym dormitorium. Gryfonka wzruszyłą tylko ramionami i ponownie usiadła na kanapie. Chwyciła w dłonie książkę i otworzyła ją na stronie, gdzie przerwała czytać.
______________________________________________________________________
Każdy wiedział, że Weasley'ów było dużo. Każdy się śmiał, bo jak rudy to Weasley. Ron Weasley? A to kolejna ofiara z Gryffindoru. Używane szaty i stare ksiażki. Nic, czym można by było się pochwalić.
I właśnie ten sam, rudy, wysoki, chudy chłopak z piegami siedział teraz przed zwierciadłem Ain Eingarp. I płakał jak małe dziecko, chowając w dłoniach pociągłą twarz. Znów zobaczył w lustrze to samo. Jego dumną postawę, gdy odbierał nagrodę dla najlepszego obrońcy w sezonie w Qudditcha. Po raz kolejny ujrzał, jak Hermiona rzuca mu się na szyję, a bracia byli pełni podziwu dla jego osiągnięć. I jego własne pragnienia go przytłaczały, sprawiały, że miał ochotę uciec od tego wszystkiego. Od Hogwartu, od rodziny, od znajomych, od nazwiska, od tego nieszczęsnego Potter'a od ktorego się zaczęło. Ronald Weasley ponad wszystko chciał uwagi - pragnął, aby ktoś go zauważył, pochwalił, zobaczył w nim coś wyjątkowego. Tak desperacko tego pragnął, że przychodził w to miejsce tylko po to, żeby przez chwilę się uśmiechnąć. Nie obchodził go fakt, że chwilę radości przepłacał gorzkim szlochem, żalem i smutkiem, który siadał mu za uszami i ciagnął głowę w dół. Spędzał tu godziny, czasem całe dnie i noce. Zaczął się jeszcze gorzej uczyć, Hermiona i Harry zaczęli być wobec niego podejrzliwi - ciagle gdzieś znikał. Fred i George stwierdzili, że ich mały, uroczy braciszek sobie kogoś znalazł i chodzi na romantyczne schadzki. Oh, jakby było miło, gdyby ich słowa były prawdziwe! Niestety, to tylko głupie paplanie szalonych bliźniaków.
Ron wstał, otrzepał za krótkie spodnie, naciągnął mocniej sweter. Dotknął policzków - wyschły, ale skóra stała się napięta, pewnie też czerwona. Odetchnął głęboko i rozmasował kark. Czas wracać.
- Ron, co się dzieje? - zapytała Hermiona, która zamknęła książkę dokładnie w momencie, gdy stopa Ronalda przestąpiła przez obraz.
- Nic, włóczyłem się tylko.
- Nie kłam, szukałam cię. Harry też. Nie było cię na błoniach, w bibliotece, u Hagrida ani na boisku, nie siedziałeś w lochach ani w żadnej łazience, posprawdzaliśmy też sypialnie - nie było cię nigdzie. - jej głos był cichy, lekko zachrypnięty, jakby dopiero co wstała z łóżka. - Martwimy się Ron, jesteś naszym przyjacielem i widocznie trapi cię coś, o czym nie chcesz nam powiedzieć. Harry uważa, że ukrywasz coś ważnego. Ja sądzę, że po prostu się boisz, wstydzisz albo to coś rodzinnego.
- Hermiona, nie chcę o tym gadać. To nic ważnego - powiedział, ale skłamał. Chciał o tym porozmawiać, chciał jej powiedzieć wszystko, co leży mu na sercu, wszystko, co go trapi, smuci i złości.
Hermiona podeszła do niego i złapała za nagrastek. Zaprowadziła przed kominek i kazała usiąść na fotelu. Ona usadowiła się na kanapie. Ogień wesoło trzaskał, było ciepło i cicho - w dormitorium siedzieli już tylko oni. Było późno w nocy, wszyscy spali.
- Ron, mogę ci jakoś pomóc? - jej oczy były pełne troski, a uśmiech gdzieś znikł. Ron był w za krótkich spodniach i naciąganym swetrze, za to Hermiona miała na nogach za długie spodnie, wełniane skarpetki i luźną koszulkę. Nie była gruba, ale w niektórych miejscach jej krągłości widocznie się odznaczały.
- Hermiona, naprawdę doceniam to, że się o mnie martwicie, ale naprawdę nic się nie dzieje.
- Chodzi o Harry'ego, co? - zapytała wyraźnie po kilku minutach ciężkiej ciszy.
- Tak, chodzi o naszego sławnego bohatera - powiedział trochę za głośno, bo Hermiona przyłożyła palec do ust. - Tak, chodzi o naszej super fajnego pana Pottera, Wybrańca, o idealnego Gryfona, zdolnego szukająego, łamacza kobiecych serc. Tak, chodzi własnie o niego. Mam dość życia w cieniu sławy. Rozumiesz? Dość. Ja jestem tylko ten rudy przygłup co się plącze po nogach tej Mądrej i temu z blizną. Nie chcę być zwykłym Weasley'em. - westchnął i schował twarz w dłonie - już po raz kolejny. Powiedział to, nareszcie to powiedział. Mina Hermiony zdawała się mówić, że właśnie tego oczekiwała niewysoka Gryfonka.
- Nie jesteś tylko Weasley'em, Ron. Jesteś naszym przyjacielem, Lavender za tobą szaleje i całkiem dobrze grasz w Qudditcha. To wszystko się liczy - powiedziała naprawdę cicho, twarz mianą skierowaną do ognia a łokcie opierała na kolanach. Zamknęła oczy i wzięła głębokki oddech. - Ron, nie czuj się gorszy, bo Harry jest rozpoznawalny. Pomagasz nam w szukaniu Horkruksów, jesteś naprawdę pomocny i potrzebny.
- Ale dla was. A ja chcę być lubiany w całym Hogwarcie. Mam już dość wyśmiewania, Hermiona. Naprawdę dość. To nie moja wina, że nie stać nas na nowe szaty i książki dla mnie i Ginny. Naprawdę, to nie nasza wina. Ale rodzice się starają. - Ron mówił spokojnym, opanowanym głosem, jednak jego głowa zwisała bezwładnie na karku.
Hermiona podeszła do przyjaciela i usiadła na oparła się o fotel, na którym siedział. Położyła mu jasną dłoń na ramieniu i stała tak chwilę. Nie wiedziała, czego on chce, czego od niej oczekuje. Chciała mu pokazać, tym prostym gestem, że może na nią liczyć.
- Ron?
- Co?
- Idź już spać. Jutro pogadamy z Harrym, co ty na to?
- Nie, dzięki.
Bez słowa wyszedł, zostawił dziewczynę samą, w pustym, ciepłym dormitorium. Gryfonka wzruszyłą tylko ramionami i ponownie usiadła na kanapie. Chwyciła w dłonie książkę i otworzyła ją na stronie, gdzie przerwała czytać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)