5 czerwca 2016

Z cyklu: "Pamiętnik Hermiony". Severus Snape i Hermiona Granger, #HarryPotter

Pamiętacie ten dzień, kiedy Snape niemal poprosił, żebym została? No więc zostałam i powiem Wam, że to była jedna z lepszych decyzji.
Severus tamtego wieczoru uśmiechnął się jeszcze kilka razy, przestał w końcu spinać kark, patrzył się z wyczekiwaniem, dolewał po odrobinie whisky, mimo tego, że uparcie twierdził, że to nic nie zmieni.
Rozmawialiśmy długo, patrząc na siebie. Kręciliśmy się na sofie i na fotelu, czasami milczeliśmy kilka minut. Wydaje się nudne, ale było bardzo ciekawie. Szczególnie, kiedy Severus wstał, aby dolać mi odrobinę, a ja gestem dłoni odmówiłam. Nachylił się wtedy odrobinie, a moja dłoń całkowicie przez przypadek dotknęła jego torsu.
I tutaj, moi Drodzy, musicie wiedzieć, że czekałam na ten moment zdecydowanie za długo i bardzo się rozczarowałam, kiedy Severus po prostu odsunął się i usiadł. Udałam, że nic się nie stało, chociaż czułam pulsujące skronie, gorąco uderzające we mnie za każdym razem, kiedy ten przeklęty mężczyzna wymawiał moje imię lub nazwisko. Czułam się zagubiona, miałam nadzieję, że jednak coś się stanie. Wypiłam duszkiem to, co mi zostało i postawiłam szklankę na stoliku. Chciałam zerknąć na zegarek, ale okazało się, że zapomniałam założyć go rano.
- Która godzina, Snape?
- Wpół do drugiej.
Prychnęłam pod nosem i zaczęłam kręcić głową, śmiejąc się po cichu i oblizując usta. Spędziłam z nim tyle czasu. Chyba czas iść już do siebie.
- Na mnie już pora, dobranoc Severusie.
- Dobranoc, Granger. Nie daj się złapać.
Wstaliśmy w tym samym czasie, on szarmancko otworzył mi drzwi a ja grzecznie kiwnęłam głową i wyszłam.
Nie wiem, czy minęły dwie minuty od wyjścia kiedy poczułam na swoim nadgarstku zimne, silne palce.
Przygryzłam mocno usta i uśmiechnęłam się bardzo szeroko. Zawróciliśmy do jego komnaty. Gdy tylko zamknął drzwi przycisnął mnie mocno do ściany i powiedział, że mam przestać.
- Przestać? Przecież ja nic nie robię! - oburzyłam się, bo to nie tak miało wyglądać. Odezwała się we mnie stara Hermiona, zaczęłam czuć coś podobnego do strachu.
- Jesteś bardzo nieświadoma, Granger, tak cholernie nieświadoma - szepnął, a ja poczułam na uchu jego gorący oddech. Nie przestając mówić zaczął dotykać mojej twarzy - uśmiechasz się tak niewinnie, ale jednocześnie tak kokieteryjnie. - jego palce dotknęły moich ust. Mój oddech przyśpieszył, kolana się ugięły.
- Snape...
- Mówisz tak błagalnie, ale ja nie wiem, czy mam przestać czy kontynuować.
W głowie miałam milion myśli. Przecież to nauczyciel, był starszy. Chociaż... przecież 19 lat w świecie czarodziejów to jak kilka lat w świecie mugoli. Wiele nas łączyło, ale tak wiele dzieliło. Czy to na pewno było właściwe? Moralne? Czy ja na pewno mogłam czuć to, co czuję? Tak strasznie chcę, żeby mnie dotykał, ale jestem przerażona. Zamknęłam oczy. Starałam się uspokoić.
Czułam jego zapach, czułam ciepło, które biło z jego szyi. Słyszałam, jak bije jego serce, jak szumi krew.
- Lubię Cię, Snape. - te słowa jakby same wypłynęły z moich drżących ust. Ja nie panowałam nad tym, co mówiłam.
- Granger! - warknął. Chyba lubił moje nazwisko.
Złapał mnie mocno w biodrach i oparł czoło o moje. Spojrzał mi w oczy i jednocześnie wbił palce w ciało. Westchnęłam głośno, przymykając powieki. Prawą dłonią poprawił mi włosy, odsłaniając ucho, a lewą przyciskał do siebie. Jego palce sunęły po mojej skórze, od ucha przez szyję, ramiona i plecy, żeby znów zatrzymać się na biodrach.
- Nie powinienem... będziesz tego żałować.
Przygryzłam lekko usta i przekręciłam nieświadomie głowę. Pocałował mnie. Tak. Zrobił to. Dotknął ustami moich ust. Najpierw bardzo lekko, powoli. Jednocześnie puścił moje biodra. Kiedy odwzajemniłam jego pocałunek, stał się bardziej odważny. Dłonie położył na moich policzkach. To był najpiękniejszy pocałunek w życiu. Magiczny. Severus błądził ustami po moich policzkach, szyi, ramionach, odsłoniętym dekolcie...
- Chodźmy do sypialni, będzie nam wygodniej. - zaproponowałam i w pewnym momencie spojrzał na mnie tak ostro, że myślałam, że to, co stało się przed chwilą było wytworem mojej wyobraźni.
- Ty naprawdę mnie chcesz, Granger?
- Snape, wydawałeś się bardziej inteligenty.
Na co on wziął mnie za rękę i poprowadził do niewielkiego pomieszczenia z ogromnym łóżkiem, fotelem, dwoma półkami zastawionymi książkami i ogromnym świecznikiem na jednej jedynej komodzie, która stała po prawej stronie łóżka. Gestem dłoni zapalił trzy tkwiące w nim świece. Stanął kilka kroków ode mnie i patrzył. Po prostu patrzył. A ja napawałam się momentem. Nikt jeszcze nie patrzył na mnie w ten sposób. Wyciągnął do mnie rękę. Podeszłam do niego. Ujął moją dłoń i wskazał gestem na wielkie łóżko. Usiedliśmy na nim. I wtedy, moi Drodzy, dopiero się zaczęło. Poczułam się trochę zbyt pewnie.
Zaczęłam rozpinać jego koszulę, całować każdy nowo odkryty kawałek ciała. Sunęłam po jego bladej skórze ciepłymi dłońmi i czułam, jak zaciska palce na moich biodrach i udach. Przeniosłam się na szyję i to chyba był jego czuły punkt. Raz czy dwa usłyszałam ciche przekleństwo, czułam napinające się mięśnie, przyśpieszony oddech. Ale dopiero kiedy przeszłam odrobinę wyżej i musnęłam językiem jego ucho miałam wrażenie, że oszalał. Złapał mnie za włosy i przycisnął do siebie. Jednocześnie objął w talii i wsunął rękę pod koszulkę. Kiedy chciałam go delikatnie ugryźć, on odsunął się ode mnie. Nie podobało mu się?
- Podobało, Granger, aż za bardzo. A ja nie chcę wszystkiego na raz. Po kolei.
- Podsłuchujesz, Snape. A ja chcę teraz.
- Albo zgadzasz się na moje warunki, albo udajesz, że niczego nie było. Wszystko dostaniesz, w swoim czasie.
Nie odpowiedziałam. Po kilku minutach kiwnęłam tylko głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Chcesz zostać?
- Chyba lepiej będzie, kiedy pójdę. Oboje musimy przemyśleć kilka spraw.
- Dobranoc, w takim razie.
- Dobranoc, Snape.
- Nie daj się złapać, Granger.
Nie złapali mnie, chociaż wcale nie starałam się ukrywać.

3 maja 2016

Z cyklu: "Pamiętnik Hermiony". Severus Snape i Hermiona Granger, #HarryPotter

Zupełny brak kanonu. Ponadto, odważyłam się wykorzystać pomysł, który kiedyś miałam zamiar rozwinąć w cały cykl opowiadań. Jednak z moim słomianym zapałem skończyło się na tym one-shocie. Enjoy!
______________________________________________________

Ronald Weasley był najbardziej nieznośnym typem człowieka, jakiego kiedykolwiek nosiła matka Ziemia. Nie chodziło nawet, o jego bezsensowne pytania i ich niezliczoną ilość, albo o fakt, że był całkowicie niesamodzielny. Rzecz w tym, że po pierwsze, był strasznie zazdrosny - o wszystko i wszystkich, po drugie - był chorobliwie ciekawskim typem i nie dawał za wygraną dopóki nie zdobył informacji, a po trzecie, był po prostu głupi.
Kto mądry, w środku nocy, idzie przez korytarz magicznego zamku ze świecą, zamiast różdżką, jako źródło światła? Naprawdę, nie mam żalu o to, że się wywrócił, podpalił gobelin i zamiast wszystko ugasić zaczął niemiłosiernie piszczeć. Mam niesamowicie wielki żal o to, że wszystkiego się wyparł i dopiero groźne oko McGonagall było w stanie zmusić go do przyznania się.
Nie zaczęłam zastanawiać się nad sensem tej znajomości ze względu na to, że ciągle mówił o jednym i nie był w stanie zająć się sam sobą. Skłoniła mnie do tego dopiero podsłuchana rozmowa. Ronald żalił się Harry'emu, jak bardzo beznadziejny jest w eliksirach, jak bardzo Hermiona na niego wrzeszczy, jak matka go nie docenia i w ogóle jaki to świat jest okropny. Wywróciłam więc oczami, poprawiłam szatę i szybkim, zdecydowanie szybszym niż zwykle, krokiem udałam się nigdzie indziej jak do lochów właśnie. Do samej paszczy jadowitego węża. Nie mogłam znieść obecności Rona. Męczył mnie.
- Severusie, bądźże tak miły i podaj mi szklankę Ognistej, z lodem, bez wody. Weasley doprowadzi mnie niedługo do szału - kiedy tylko przekroczyłam próg jego mieszkania bez skrępowania zaczęłam mówić, jednocześnie zrzucając z siebie wierzchnią szatę.
I to, moi drodzy, był ogromny błąd. Nie, Severus nigdy mi nie żałował, nigdy nie miał pretensji ani oporów. Jednakże tamtego dnia wybrałam bardzo nieodpowiedni moment. Severus nie był sam. Niestety.
A zanim zdziwicie się, dlaczego Gryfonka z najlepszymi ocenami w Hogwarcie, mózg Złotego Trio, prefekt naczelny z nienagannymi manierami pije alkohol z nauczycielem dziewiętnaście lat starszym od niej, musicie wiedzieć, że w ostatnich miesiącach zostałam poddana torturom przez jednego ze Śmierciożerców. Crucio, dokładniej. Nie straciłam osobowości ani pamięci, ale miałam ogromne luki w świadomości. Musiałam stworzyć się na nowo, po części oczywiście. Zostało mi zamiłowanie do mugolskiego jedzenia, książek, nauki, ciszy i kotów. Jednakże Severus Snape, który został zmuszony do działań w zakresie oklumencji aby sprawdzić stan moich wspomnień (wszystko na polecenie Albusa, rzecz jasna), spędzał ze mną bardzo dużo czasu. I nie da się ukryć, że jego obecność bardzo wpłynęła na kształtowanie mojego nowego "ja". On poczęstował pierwszą lampką wina, zaproponował Ognistą, nauczył rzucać zaklęcia niewerbalne, warzyć eliksir snu, który faktycznie niwelował złe sny. Niestety, to również Snape nauczył mnie być trochę zbyt pewną siebie, w stosunku do poporzedniego stanu.
- Panno Granger, nie powinna być pani w dormitorium?
- Zapewne powinna, ale nie jest. Sprawa jest jasna, naszą rozmowę dokończymy jutro. Dobranoc.
- Wasze stosunki wydają się zbyt zażyłe... - głos McGonagall był pełen obaw, może nawet była tam odrobina złości?
- Proszę wybaczyć - wtrąciłam się - ale z profesorem Snapem nie łączy mnie nic poza koleżeńską znajomością i relacją uczeń-profesor. Proszę mi wierzyć na słowo.
Minerva spojrzała na Severusa podejrzliwie i wyszła.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i zatknęłam włosy za ucho. Podwinęłam rękawy ciemnoczerwonego sweterka i podeszłam bliżej do mężczyzny.
- Severusie, więc mogę liczyć na odrobinę nielegalnego alkoholu?
Wywrócił oczami i kilka chwil później podał mi szklankę z bursztynowym napojem.
Potem usiedliśmy, on na fotelu przy kominku, ja na sofie obok. Piliśmy powoli, milcząc i patrząc w ogień. Zastanawiałam się, czy nie straciłam prawdziwej siebie wtedy, w trakcie terapii, jak zwykł nazywać to Harry. Czy ja naprawdę jestem taka? Zadziorna, pewna siebie, otwarta i sarkastyczna. Taka jest Hermiona Granger, mugolaczka, kujonka i przyjaciółka Wybrańca?
- Nie rozczulaj się, Granger - powiedział odważnie kilka sekund po tym, jak ostatnia myśl rozpłynęła się we mgle.
- Nie rozczulam się, ja tylko myślę. Zastanawiam, analizuję. Staram się pogodzić z tym wszystkim, chociaż czasem jest trudno. Czasem przypominają mi się momenty, kiedy byłam cicha, nieśmiała i trochę zagubiona, choć zawsze pełna pomysłów. Widzę je w głowie, ale gdybym chciała z powrotem stać się taka...
- Nie staniesz się taka. Nie wrócisz do tamtego stanu - przerwał mi wpół słowa - nie dlatego, że nie chcesz, a dlatego, że to po prostu niemożliwe. Crucio zabiło w tobie te cechy. Jakby to ująć... wszczepiło w ciebie element ślizgońskiego oprawcy. Nie nienawiść, oczywiście. Mówię raczej o tym, że jako człowiek, stałaś się bardziej zimna, zdystansowana i odważniejsza, z tą różnicą, że nie jak Gryfon porywający się z motyką na słońce, ale jak prawdziwy Ślizgon, który zna swoją wartość. Głowę masz wyżej jak idziesz przez korytarz, wiecej myślisz, mniej się uczysz. Potrzebujesz samotności - nie dlatego, że jesteś młodą kobietą, która rozczula się nad swoim losem, ale dlatego, że zaczynasz myśleć jak młody naukowiec, który swoje myśli musi uporządkować. I nieskromnie mówiąc, widzę w tym swój udział. Bardzo duży, jak na mój gust. Nie znaczy to jednak, że nie posiadasz cech typowych dla ciebie. One w tobie są, tylko zdecydowanie głębiej, niż myślisz.
Nie uśmiechał sie jak to mówił, patrzył mi prosto w oczy i wiedziałam, że wierzy w to co mówi. Nie wątpił, nie kłamał, nie mówił tego, bo wypada. On po prostu chciał mi to powiedzieć.
- Przychodzisz tu, pijesz ze mną whisky, rozmawiasz i zachowujesz się jak kobieta, nie jak uczennica. I nie ma w tobie strachu. Nie ma wątpliwości. Lubisz to, Granger. Lubisz towarzystwo nauczyciela, który mógłby być twoim ojcem, który nęka twoich przyjaciół od pierwszej klasy, który zabijał i zabija. Dlaczego? - napił się odrobinę i okazał realne zainteresowanie. Prawie namacalne. Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że niemal czuło się jej ciężar na barkach. Patrzył na mnie wyczekująco.
- Bo jesteś jedyną osobą, która widzi we mnie kogoś więcej niż kujonkę z Gryffindoru, Snape. Nie wiem, czy kobietę, czy mugola, czy członka Zakonu. Po prostu, kogoś więcej.
Czy trafiłam z odpowiedzią? Nie mam pojęcia. Chyba sama do końca jeszcze jej nie znałam.
- Severusie, mogę mieć do Ciebie jedną prośbę?
- Jestem beznadziejny w spełnianiu próśb, a jeśli chcesz się o tym sama przekonać, to proszę bardzo. Nie odmawiam.
- Wytłumacz mi, kogo więcej we mnie widzisz?
Minęło kilka bardzo długich minut ciszy i ogólnego napięcia. On przez cały ten czas [ptrzył gdzieś w kierunku kominka. Potem odstawił szklankę. Poprawił koszulę. Oddychał spokojnie.
- Rumienisz się, kiedy tu wchodzisz, a nawet nie zdążysz powąchać alkoholu. Patrzysz mi na dłonie i szyję. Zauważasz najmniejsze zmiany w ustawieniu mebli, a co najśmieszniejsze, nie umiesz tego ukryć. Czujesz się zdezorientowana, próbujesz wtedy złapać mój wzrok. Zawstydzasz się, kiedy mówię do ciebie po nazwisku, a w moim głosie nie ma złości. I z każdą kolejną wizytą podchodzisz do mnie bliżej, Granger. Nie pytaj, kogo ja w tobie widzę, odpowiedz, kogo ty widzisz we mnie.
- Severusie, to wcale nie tak jak myślisz.
- Jest dokładnie tak, jak myślę, Granger. I powiem Ci coś jeszcze - nie myśl, że jestem zły. Jestem po prostu zdziwiony.
Och, Snape, gdybyś miał pojęcie, dlaczego tak cholernie lubie z Tobą pić... - osunęłam się w fotelu i przymknęłam oczy. Zrobiło mi się ciepło i błogo. Wiedział, że jest dla mnie bardzo atrakcyjnym mężczyzną, a mimo to nie był zły.
- Myśl ciszej, dziewczyno. Doskonale wiem, dlaczego lubisz ze mną pić, nie wiem tylko, dlaczego masz nadzieję, że alkohol zmieni cokolwiek.
Nagle poczułam na sobie falę chłodu, która sprawiła, że natychmiast się wyprostowałam i zaczęłam zbierać do wyjścia. Wstałam z fotela i podeszłam do drzwi. Kiedy złapałam za klamkę, zaczął mówić.
- Przecież tu wrócisz, znów się uśmiechniesz, poprosisz o coś do picia, usiądziesz w fotelu i zarumienisz się kiedy spojrzę na ciebie.
- Nie bądź już aż taki okropny, proszę... - mój głos się załamał. Był cichy i wyzuty z radości. Otworzyłam drzwi.
- Widzisz, Hermiono, wciąż masz w sobie to, co myślałaś, że utraciłaś. Poza tym nie jestem okropny, nie wiesz o czym mówisz, używając takich słów. Przecież ja nie proszę, żebyś wyszła.
- Dobranoc Snape.
- Nie kładę się jeszcze, a jeśli nie odpowiada ci fotel, to na sofie zostało jeszcze dużo miejsca.
Spojrzałam na niego. Po raz pierwszy, na bladej twarzy, zobaczyłam uśmiech i niemal niewidoczne rumieńce na szczupłych policzkach.
Severus, ty paskudo, nie cierpię twoich gierek.
- Nie myśl tak głośno, Granger.
- Nie podsłuchuj, Snape.
Nie muszę wspominać, że zostałam, prawda?

20 kwietnia 2015

Severus Snape i Hermiona Granger #HarryPotter

Wojna trwała. Hogwart płonął, a Hermiona wraz z Ginny, Ronem i Luną czekali na Lupina. Ukrywali się na skraju Zakazanego Lasu. Hermiona nałożyła na nich zaklęcie kameleona. Byli niewidoczni, ale słyszalni. Narazie było spokojnie, ale każdy się bał. Ron jednak był jedynym, który nad strachem zapanować nie mógł. Nie można ukrywać faktu, że był niezwykle irytujący.
- Ron, opanuj się do cholery - warknęła Hermiona. - Panikujesz, kiedy wszystko jest w porządku. Profesor Snape jest w pobliżu.
- Ani słowa o tym wstrętnym Śmierciożercy! Zabił mi brata! Zabił nam Percy'ego! - szepnął z pretensją - To zwykły morderca.
- Nie masz prawa tak mówić Ron - cichutko wtrąciła Luna - uratował większość uczniów, uprzedzając o ataku Voldemorta.
- Poza tym, Ronald, on nie zabił Percy'ego. On nie zdążył go uratować - syknęła Ginny. Była wściekła na brata za to, jak niewdzieczny jest. To Snape uratował Norę trzy tygodnie temu.
Siedzieli wtedy w kuchni i ustalali kolejne misje. Przemówienie Albusa przerwało pojawienie się patronusa Mistrza Eliksirów.
- Kazał nam uciekać! Gdyby nie on, cała twoja rodzina zginęłaby w męczarniach, a ich ciała spaliłyby się razem z domem. Okażże trochę wdzięczności! Uratował was, naraża własne bezpieczeństwo dla Zakonu, a ty śmiesz go obrażać - Hermiona nie kryła swojej złości.
- Hermiono! "Go"? To jesteście "na Ty"? Ciekawe! Tyle czasu spędziłaś z tym nietoperzem, że stałaś się wredna jak on! Podły Śmierciożerca, Merlin jeden wie, co ci robił!
- Weasley, waż słowa, bo ten Śmierciożerca jest prawą ręką Voldemorta.
Severus Snape zdjął z nich zaklęcie, po czym podniósł Gryfona za sweter.
- Jeszcze słowo, a wydam cię Avery'emu. Szczerze nienawidzi twojego ojca, chętnie zgwałci twoja siostrę, a potem rozkarze ci patrzeć na tortury braci i matki. Więc ciesz się, że wciąż żyjesz! - puścił go, a ten z impetem spadł na zimną, leśną ściółkę.
Luna przytuliła się do Ginny, a Ron niezgrabnie podniósł się z ziemi. Otrzepał ciemne spodnie i stanął za dziewczynami. Hermiona poprawiła niesforne loki, które wypadły jej z koka i podeszła bliżej Severusa.
- Dlaczego Lupin się nie zjawił?
- Bo nie żyje.
Młoda kobieta przełknęła gule, która pojawiła się w jej gardle, lecz nie skomentowała.
- Co mamy robić?
- Wykonywać moje polecenia. Aportujemy się teraz do Londynu. Tam będzie czekał na nas Potter. Macie zostać tam do jutra. Rankiem ktoś się zjawi i pokieruje wami dalej. Nie macie prawa używać magii, bo was namierzą. Macie przeżyć i nie dać się złapać.
Kiwnęli zgodnie głowami. Ron był wściekły, ale musiał przełknąć gorycz upokorzenia i współpracować. Snape wyciągnął dłoń, niechętnie rzecz jasna. Dziewczęta złapały go za przedramię, Ron za łokieć, a Hermiona nieśmiało przesunęła dłoń na nadgarstek i musnęła palcami wnętrze jego dłoni. Drgnął.
Wylądowali przed domem Granger. Och, jak niemałe było zdziwienie panny Wiem-To-Wszystko kiedy ujrzała znajomy budynek. Dom, który wpoił jej wszystkie najważniejsze zasady. Tęskniła za nim czasem, wspominając ciepłe kolory jej pościeli, kubki słodkiego kakao w kuchni i książki czytane w salonie.
Teraz jej rodziców tam nie ma. Dumbledore obiecał zapewnić im bezpieczeństwo. Wspominał coś o Australii.
- Idźcie do domu, klucz jest pod czerwoną doniczką po lewej stronie od drzwi - szepnęła - zaraz do was dołącze.
Grupka szybko zniknęła za drzwiami. Gryfonka została z Mistrzem Eliksirów.
- Severusie, proszę, wróć żywy.
- Żadnych obietnic, Granger - bardziej mruknął niż warknął.
Młoda kobieta nieśmiało podeszła bliżej.
Chciała się pożegnać, jeszcze raz zobaczyć te oczy, poczuć zapach zimy i lasu.
- Uważaj na siebie, proszę.
- Nie rycz, głupia. Nie żegnaj się. Nie warto.
Nie wiedział, czy się czuje dobrze czy źle. Nie rozumiał swojego wachania. Może zginąć i już na zawsze uwolnić się od Pottera i Weasleya. Z drugiej strony,istnieje możliwość, że już nigdy nie zobaczy tych przemądrzałych, cynamonowych oczu.
Nie miał pojęcia, dlaczego to robi. Czemu miało to dla niego znaczenie.
Nie wiedział, czy żegna się na zawsze, więc pozwolił sobie na krztę czułości.
Zrobił krok w jej stronę i ujął jej delikatną twarz w szorstkie, szczupłe dłonie. Spojrzał w ciepłe, pełne nadziei oczy i przytknął spierzchnięte, wąskie usta do czubka jej loków
- Do zobaczenia - szepnęła, kiedy odwrócił się na pięcie i aportował.
Hermiona, nieco zamroczona, weszła do domu. Musiała być silna, ugościć przyjaciół, znieść Rona i wesprzeć Harry'ego. Wszyscy na nią liczyli. Nie mogła pozwolić sobie na słabość. Była Gryfonką.
Trwała wojna, do cholery, krwawa wojna.
Wojna, która zabiera przyjaciół, rodzinę i miłości. Zabrała Freda, Lupina, Moody'ego. Każdy z nich był dla kogoś najważniejszy.
Severus nie zdążył być najważniejszy.
Hermiona bowiem dopiero zaczęła go tak postrzegać.

16 kwietnia 2015

Drabble. Dracon Malfoy. #HarryPotter

Stał na Wieży Astronomicznej i obserwował bawiących się tam pierwszorocznych. Majowy wieczór przyciągnął na błonia reprezentację Ravenclawu w Quidditchu. Ogród Hogwartu ożył. Uczniowie czytali na brzegu jeziora, grali, żartowali i rozmawiali z Hagridem przed jego chatą.
Blondyn ze smutkiem obserwował ich radość. Był na szóstym roku i dostał od Czarnego Pana poważne zadanie. Nie dał rady go wykonać. Nie podołał presji Śmierciożerców. Stchórzył. Zawiódł ojca, którego szczerze podziwiał. Zawiódł matkę. Kilka miesięcy temu, na jego lewym przedramieniu pojawił się Mroczny Znak. Patrzył na niego z szacunkiem i strachem. Bał się, co go czeka, jeśli nie będzie posłuszny. Jednocześnie żałował utraty nastoletniej niewinności. Teraz musiał zabijać.

8 kwietnia 2015

Hermiona Granger i Harry Potter w Pokoju Życzeń. #HarryPotter


Tak, po raz kolejny dodaję one shota o nich. Znów jest Hermiona, dziś w trochę innym wydaniu. Musicie pogodzić się z faktem, że SSxHG to mój zdecydowanie ulubiony pairing. Enjoy!
___________________________________________

- Nie jesteś na tyle odważna, żeby z nim porozmawiać, bo się go boisz, jego odrzucenia. Hermiono, to niemożliwe, żeby tak mądry człowiek odrzucił tak cudowną dziewczynę. Głowa do góry! - Harry próbował nakłonić Hermionę do zmiany zdania.
- Harry, to całe zdarzenie to jedna wielka pomyłka! Nie mogę wybaczyć sobie tak wielkiego upokorzenia - załkała cicho.
Jej ręce i nogi drżały, oczy miała zapłakane, a policzki czerwone ze wstydu. Nerwy próbowała ukoić nadmiernym wygładzaniem spódniczki.
- Hermiono, nie mogło być tak źle, skoro wróciłaś rano, całkiem wypoczęta. Nie mógł potraktować cię aż tak źle. Pewnie źle odczytałaś jego znaki. To nie jest zły człowiek, on ma po prostu paskudny charakter.
Dwójka młodych Gryfonów siedziała w Pokoju Życzeń, żeby mieć pewność, że żadne z ich słów nie zostanie podsłuchane. Tam było najbezpieczniej, poza tym, pokazywać się w takim stanie, w jakim była Hermiona skutkowało pojawieniem się masy plotek. Potterowi i Granger bardzo zależało na prywatności.
- Upokorzył mnie, Harry. Nawrzeszczał na mnie i odepchnął mnie. To strasznie zabolało.
Jej głos zdradzał, jak wielkie poczucie wstydu i smutku Hermiona nosiła w sercu od kilku dni. Zawiesiła głowę i pozwoliła, by brązowe loki opadły na mokre od łez policzki. Zamknęła oczy i zakryła je dłońmi. W kilka sekund przypomniała sobie wszystko.
Miała wtedy błękitną sukienkę, upięte włosy i buty na obcasie. Wyglądała pięknie. Kilka tygodni temu, Dumbledore ogłosił informację o Balu Bożonarodzeniowym. Odbył się dwudziestego grudnia, dwa dni przed rozpoczęciem przerwy świątecznej.
Każdy kto ukończył 18 lat mógł wypić niewielką ilość alkoholu. Szklanki do Whiskey i kieliszki do likieru były zaczarowane. Nikt, kto nie ukończył 18 lat nie mógł ani nalać alkoholu, ani podnieść kryształu, w którym się znajdował. Sprytne zagranie Dumbledore'a. Więc Hermiona bawiła się cały wieczór. Piła, tańczyła i śpiewała z przyjaciółmi. Gdy opuściła Wielką Salę w głowie jej szumiło, włosy miała w nieładzie, a buty ściągnęła, bo obcasy stanowiły zbyt wielką przeszkodę. Wracając chwiejnym krokiem do Dormitorium wpadła na profesora Snape'a. Gdy ten zobaczył, w jakim jest stanie, nie krył swojego poirytowania.
- Granger, minus dziesięć punktów za nadmierne spożycie alkoholu i kolejne minus dziesięć za włóczenie się po zamku. Na deser minus pięć za brak pokory!
- Profesorze... - Hermiona zaczęła mówić, lecz straciła równowagę. Gdyby nie wysoki mężczyzna stojący obok, przewróciłaby się. - Już wracam do sypialni. 
Głos miała rozbawiony, mówiła bardzo niedbale, czasem wręcz niezrozumiale. Było jej tak lekko, że miała w nosie konsekwencje, jakie ją za to czekają.
- Granger, złamałaś dziś trzy zasady, gdyby ktoś się o tym dowiedział, wyrzuciłby cię stąd. - głos Severusa był zimny, opanowany i władczy. Hermiona zachichotała.
- Widziałam, jak profesor na mnie patrzy. Podoba sie panu sukienka? - dygnęła niezgrabnie - Starałam się godnie reprezentować Gryffindor.
- I skończyłaś jak typowy Gryfon - pijana i rozbawiona, o czwartej nad ranem. Masz szczęście, że to trzecie piętro, a nie moje lochy!
- A może wolałabym twoje lochy, Severusie? - alkohol zdecydowanie dodał jej odwagi, postanowiła więc zrobić coś, czego później gorzko żałowała.
Podeszła do Severusa Snape'a i pocałowała go niezdarnie. Zaśmiała się i znów przykleiła swoje usta do jego ust. Odepchnął ją.
- Masz szlaban, Granger. Z Filchem. Przez miesiąc. Marsz do dormitorium.
Hermiona nie miała pojęcia co działo się potem, ale obudziła się w łóżku Severusa Snape'a, w jego koszuli i rozpuszczonych włosach.
- Harry, czuję się okropnie - jęknęła, tuląc się do przyjaciela. Ten głaskał ją po głowie i uspokajał, gdy bezsilnie łkała.
- Chodź, nic tu nie zdziałamy.
Chwycił ją za dłoń i wyprowadził. Pożegnali się przy jednym z filarów i każdy rozszedł się w swoją stronę. Młoda Gryfonka musiała zajść do biblioteki, czytanie zawsze sprawiało, że czuła się odrobinę lepiej. Gdy powoli szła ze spuszczoną głową, poczuła zimne palce zaciskające się na jej nadgarstku.
- Pięć punktów dla Gryffindoru, za wyjątkowo udany pocałunek, Granger.
Doskonale znała ten głos. Odwróciła się i uśmiechnęła pełna zażenowania. Przed nią, niezwykle rozbawiony, stał sam Severus Snape, który właśnie zaproponował jej piwo korzenne w jego salonie. Odmówiła jednak i stwierdziła, że wolałaby gorące kakao.
Zgodził się.

7 kwietnia 2015

Severus Snape #HarryPotter

Dziś Severus w solowej wersji.
_____________________________________________________

Był szpiegiem Dumbledore'a, Mistrzem Eliksirów, niezwyciężonym w dwulicowości Ślizgonem - nigdy nie przeszkadzała mu samotność. Zawsze czuł się komfortowo w swoim towarzystwie. Jednak przyszedł ten poranek, kiedy obudził się całkowicie zlany potem, z pulsującą skronią i rozciętym policzkiem. Powoli podniósł się z białej pościeli i poczuł charakterystyczny zawrót głowy. Westchnął głośno i cichym "accio" przywołał dzbanek z wodą. Nie bawił się w kulturalnego Snape'a - wypił prosto z kryształowego naczynia, oblewając przy tym bawełniane spodnie. Zaklął siarczyście i poszedł do łazienki. Spojrzał w lustro i zmrużył oczy z niedowierzania. Jego policzek był siny i rozcięty. Zaschła krew ozdabiała jego lico od ucha do nosa.
Wziął szybki prysznic i  podczas, gdy gorąca woda spływała po pełnych blizn plecach, uświadomił sobie, jak bardzo jest samotny.
Tak naprawdę, nie chodziło o posiadanie wielkiej miłości czy najlepszego przyjaciela, a o osobę, która lubiłaby go takim, jakim jest. O osobę, która czasem miałaby ochotę podać mu eliksir przeciwbólowy albo ciepły koc. Prawda była taka, że Severus starsznie marzł w nocy z powodu nawracających koszmarów. Często zrzucał z siebie pościel i spał tylko w bawełnianych spodniach. W lochach nie jest ciepło, uwierzcie na słowo.
Zjadł niewielką porcję owsianki z migdałami i postanowił sprawdzić kilka wypracowań szóstorocznych. Po przeczytaniu wypocin Pottera stwierdził, że to był duży błąd. Kilka wypracowań później porzucił ową pracę. Jego głowa wciąż pulsowała od nadmiaru Ognistej Whiskey, którą tak namiętnie się wczoraj raczył. Doskonale wiedział, o czym chciał zapomnieć, ale wciąż myślał, rozpamiętywał i analizował. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, ale nie potrafił przestać wspominać. Był wyzuty z uczuć, bezczelny, arogancki i zbyt pewny siebie. Nie miał szacunku do uczniów i nie przestrzegał zasad. Nie potrafił zrozumieć empatii i bezwarunkowej przyjaźni czy miłości. Jego charakter był paskudny, a on sam niedostępny i skryty.
Kilka tygodni temu szczerze się uśmiechnął. Nawet kilka razy zaśmiał. Zrzucił z siebie ogrom odpowiedzialności i kilka chwil poświęcił na szczere rozmowy do późna. Pił wino i nie nosił szaty, a lniane spodnie i bawełniane koszulki. Nie przejmował się włosami, które od oparów znad kociołka sprawiały wrażenie przetłuszczonych. Nie zwracał uwagi na poranione dłonie i sztywny kark, blizny na plecach i przedramionach. To wszystko, na te krótkie chwile, przestało być ważne. Nie spał kilka nocy, wolił na nią patrzeć, słuchać jej, dyskutować o historii i nauce i pić wytrawne wino przed kominkiem. Odsypiał na kanapie, żeby ona mogła wygodnie przespać poranek. On jej nie kochał, bo Severus Snape jest niezdolny do miłości. Tak przynajmniej twierdził. Ona była innego zdania. Nie umiał wypędzić z myśli obrazu Gryfonki, która w jego białej koszuli i roztrzepanych włosach siedziała na fotelu zwinięta w kłębek i trzymała w dłoni lampkę wina. Obok leżała jej różdżka i kilka otwartych ksiąg.
- Nie uważasz, że to wszystko jest bardzo zabawne? - zaczęła nieśmiało
- Co masz na myśli? - głos miał nieco rozbawiony. Upił łyk wina i zaczął bawić się kieliszkiem.
- Dziś pijemy wino i rozmawiamy przy kominku, a za kilka dni będziesz mówił do mnie po nazwisku i warczał, kiedy na twojej lekcji będę niecierpliwie trzymać dłoń w górze.
- Spodziewałaś się czegoś więcej po wrednym Ślizgonie po trzydziestce? - wciąż bawił się kieliszkiem, nie uniósł głowy nawet wtedy, kiedy stukła kieliszek.
- Na pewno nie tego, że będzie częstował Gryfonkę winem. - starała sie, aby jej głos był opanowany i chyba jej się udało, bo w końcu na nią spojrzał.
- Granger, nie przesadzaj. Zawsze mogę cię stąd wyrzucić. - odłożył kieliszek na dzielący ich fotele stolik.
- Snape, nie chcesz, żebym wychodziła. - wstała i podeszła do jego fotela. Nachyliła się, oparła dłoń o jego ramię i szepnęła do ucha "Severusie, pozwól, że się poczęstuje". Bezceremonialnie chwyciła jego wino i usiadła na oparciu fotela Mistrza Eliksirów.
- Granger, nie pogrywaj sobie ze mną i oddaj moje wino. - zabrał jej kieliszek i wypił resztę trunku. Wstając, zupełnie niechcący, zachaczył o jej koszulę.
Tak, ona była jedyną osobą, która na zaczepkę odpowiadała zaczepką. Jedyną, która dała mu taki ogrom szczęścia przez kilka dni.
I jedną z wielu, której nie pozwolił zostać.

6 kwietnia 2015

Severus Snape i Hermiona Granger #HarryPotter

Wracam po kilkunastotygodniowej przerwie! Przynoszę wam kolejną opowiastkę z Severusem i Granger w roli głównej. Niecierpliwie czekam na każdą szczerą opinię! :)
___________________________

Minerva poprosiła Ronalda, aby ten poprosił do niej Hermionę. Przejęty rudzielec natychmiast pobiegł do Dormitorium i poprosił pannę Granger do gabinetu Opiekunki Domu. Sam został w ciepłym, owalnym pokoju, otulony słodkim zapachem karmelu i gwarem trzeciorocznych grających w szachy. Młoda Gryfonka żwawym krokiem przeszła przez siedem pięter, aż do skromnego, aczkolwiek eleganckiego gabinetu profesor McGonagall. Droga zajęła jej kilkanaście minut i przez ten czas próbowała się skupić, oczyścić umysł ze złych myśli. Niestety, na próżno.
W pewnym momencie wpadła na coś twardego i wysokiego. Uderzyła głową o kamienną posadzkę, ale nie straciła przytomności. Przed oczami zamigotało jej światło, w uszach usłyszała świst i nagle znalazła sie w pozycji siedzącej.
- Granger, przestań myśleć na chwilę o książkach i skup się na chodzeniu. Skoro dwie czynności to za dużo, z jednej rezygnuj.
- Severu... Profesorze, przepraszam. To był wypadek, śpiesze się, bo wezwała mnie profesor McGonagall.
- Wiem. Prosiła, aby odwołać wasze spotkanie. Ma do załatwienia ważną sprawę. - Jego głos był zimny, opanowany i nie zdradzał żadnych emocji.
- Dziękuję za informacje, wrócę już do sie... - przerwała, kiedy profesor Snape złapał ją za nadgarstek i podciągnął do góry. Nie zdawała sobie sprawy, że kiedy ona siedziała, on kucał przed nią. - do siebie. - dokończyła cicho.
Odwróciła się i powolnym krokiem, sunąc dłonią po ścianach, skierowała się ku schodom. W głowie jej szumiało, a obraz był niewyraźny. Czuła jego wzrok na starannie wyprasowanej koszuli opinającej się na jej plecach i talii. Nie odważyła się odwrócić.
- Hermiono... - jego głos na moment się załamał. Na ułamek sekundy stał się ciepły, pełen tęsknoty i smutku.
- Profesorze Snape, jest już późno, chcę wrócić do Dormitorium
- Minus dziesięć punktów za zakłócanie porządku! - Głos Mistrza Eliksirów znów był wyzuty z uczuć
- Minus dziesięć dla Slytherinu za złamanie obietnicy, Severusie. - Hermiona spuściła głowę, poprawiła niesforny kosmyk brązowych loków i zaczęła wspinać się po kolejnych stopniach schodów.
Nie spojrzała więcej na niego. Nie chciała patrzeć w te przerażająco piękne oczy.